#1 Coming out – czyli nowe życie

Ach, te wyjścia z szafy… Tyle zachodu, tyle stresu, a jaki tego efekt?

No właśnie, dzisiaj, pierwsza prawdziwa notka na tym blogu, będzie o wyjściu z szafy, konkretniej o moim wyjściu, a raczej wyjściach… (wybaczcie, czasem się powtarzam xD) Często wydaje nam się, że jak powiemy jednej zaufanej osobie, to już wystarczy. Prawda jest taka, że to dopiero początek 😀


Pierwszy mój coming out był jakoś, gdy miałem jedenaście, może dwanaście lat. Stanąłem wtedy przed lustrem, spojrzałem chłopakowi, który stał przede mną w oczy i powiedziałem: “No, kolego, jesteś bi.”

Źródło: http://cdn.longestshortesttime.com

Chłopak z lustra chwilę na mnie popatrzył, a potem rozeszliśmy się w swoje strony. Jak gdyby nigdy nic. Było mi to obojętne, bo zawsze mogłem wybrać płeć piękną jako swojego stałego partnera na przyszłość. Ja mimo to, zainteresowany byłem chłopakami. Wiecie, gejowskie porno, jakieś czaty, Gadu-Gadu, Skype, itd. Poznałem tam parę osób, z którymi miałem dłuższy kontakt.

Kilka miesięcy przed moimi trzynastymi urodzinami, w wakacje przed pierwszą klasą gimnazjum, pojechałem na swoje pierwsze kolonie. Sam obóz był mocno taki sobie, ale poznałem jedną niewiastę, której imię było Zuzia. Cóż to była za miłość… Taka typowo kolonijna, bezgraniczna, do śmierci… (zważywszy, że ona rok młodsza, czyli miała dwanaście lat :D) Oczywiście tydzień przed końcem zostaliśmy parą, chodziliśmy za rączki, przytulaliśmy się i takie tam duperelki 🙂 Potem każdy z nas się rozjechał w swoją stronę, a kontakt utrzymaliśmy jeszcze przez trzy tygodnie! Suma summarum relacja zaginęła i już więcej się nie widzieliśmy.

 Po około roku poszukiwań księcia na białym koniu, bądź księżniczki we wieży, zdałem sobie sprawę, że mój przyjaciel z bokserek nie jest zainteresowany oglądaniem nagich dam. Tak więc, w wieku czternastu lat, utwierdziłem się w przekonaniu, że jestem gejem.


Moje drugie wyjście z szafy było przed przyjaciółmi z gimnazjum. Każdy z naszej czteroosobowej paczki dowiedział się osobno, ale w niewielkim odstępie czasowym – można zaliczyć jako jedno 🙂 Pierwsza dowiedziała się najbliższa memu sercu przyjaciółka J. Był to zupełny przypadek; zobaczyła kontakt o nazwie “Misiek :* ”  Był to mój obecny chłopak. Mimo, ze w McDonaldzie zarzekałem się, że jej się przewidziało, to wieczorem podczas rozmowy powiedziałem jej prawdę. Przyjęła to w najlepszy sposób, jaki mogła: “Aha, ok. I tak się domyślałam 🙂 ” .

Następny w kolejce był K. Kiedyś u niego byłem i tak podczas rozmowy troszkę wypytywał. Nie był natarczywy,  pytał bardziej z troski. Przyjął to też w najlepszy z możliwych sposobów – zaznaczył, że nic się nie zmienia z tego powodu, że mu to nie przeszkadza, że on to akceptuje i będzie kibicował mi i mojemu chłopakowi.

Ostatnia była W. Powiedziałem jej to prawie płacząc na jej ramieniu, podczas tańca do wolnej piosenki na balu gimnazjalnym. Miałem po prostu taką potrzebę, żeby z kimś o tym porozmawiać. Ona była tą odpowiednią osobą mimo, że na początku się mocno zdziwiła. W końcu troszkę wcześniej do mnie podbijała… W każdym razie i ona dobrze to zaakceptowała, nie miała nic do tego i cieszyła się moim szczęściem. 🙂 Tacy przyjaciele to skarb, zdecydowanie! W późniejszym czasie były jeszcze jakieś pojedyncze comingi, przed niektórymi znajomymi.


Przełomowym momentem w życiu było wyjście z Narnii przed kimś, kto całe życie mieszkał w pokoju obok – przed moją starszą siostrą. Kilka lat temu darliśmy ze sobą koty, ale w ostatnim czasie nasza relacja uległa znacznej poprawie. Siostrę zawsze uważałem za inteligentną, co było prawdą, i pomysłową, co również było zgodne z rzeczywistością. Na początku tygodnia zapadła decyzja, że kolejną “ofiarą” będzie siostra. Dałem sobie czas – do godziny 23:59 najbliższej niedzieli. Po strachu i nieustannym wsparciu przyjaciół, zdecydowałem się wysłać do niej wiadomość na Facebook’u. Zrobiłem to niedługo przed końcem wyznaczonego czasu, mając pewność, że śpi. Wysłałem, wyłączyłem komputer, telefon i poszedłem spać. Następnego dnia rano, od razu przeczytałem co do mnie napisała. Była to długa wiadomość… Pisała, że nie przeszkadza jej to, że mnie nadal kocha, że jakby co, zawsze mogę do niej przyjechać i porozmawiać… Łzy polały mi się strumieniami, ale było mi lżej. Dużo lżej. Dowiedział się też mój szwagier – ten również nie miał nic przeciwko. Pomagali, wspierali, rozmawiali…


Czwarty coming out, to już wyższa szkoła jazdy. “Szczęśliwcami” którzy się o tym dowiedzieli mieli być rodzice. Bardzo skomplikowana sprawa, rodzice nieprzewidywalni i z trudnymi charakterami… Ale o tym kiedy indziej, bo pisząc tę notkę, jestem w trakcie ujawniania się przed rodzicami. Trwa to od wielu miesięcy, ale teraz jest najgorętszy okres, takie bolesne zderzenie się z prawdą… Będę już po, to napiszę o tym (mam nadzieję) w niedalekiej przyszłości. 🙂

 

Długie mi to wyszło :/ (752 słowa)Ale mimo wszystko, mam nadzieję, że kogoś to zainteresuje, może znajdzie się jakiś czytelnik, bądź czytelniczka.

Pozdrawiam, LittleBoy! 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s